Dlaczego warto uczyć się angielskiego?

Jeżeli jesteś bookwormem (z ang. osoba bardzo lubiąca czytać) zapewne czytasz książki głównie w języku polskim. Tłumaczenia anglojęzycznych tekstów na nasz ojczysty język odbierają dużo przekazowi zawartemu w książce, która jest na naszej bucket list pozycji do przeczytania. Zdecydowanie inaczej smakuje oryginalna idea autora zapisana na kartach lektury w jego rodzimym języku, a nie tym tłumaczonym przez kogoś, kto oczywiście jest świetny w swoim fachu, ale, powiedzmy sobie szczerze, nigdy nie trafi w stu procentach w to, co autor miał na myśli.

Weźmy np. tytuły filmów. Jeden z nich, niestety, nie moich ulubionych, a tym bardziej niezbyt w moim filmowym guście dostał polski tytuł ‚Kacvegas’ (ang. The Hangover’). W pierwszej części rzeczywiście pozwalał wyobrazić sobie ekranową fabułę. Niestety, druga część była już nieco poplątana z pomieszaniem, gdyż z ‚The Hangover Part II’ wyszedł ‚Kacvegas w Bangkoku’. Bohaterzy zapewne dali się ponieść upojnej nocy w kolejnej części filmu znajdując się w dwóch miejscach na raz. Przynajmniej to sugerował polski odpowiednik ‚Kaca II’.

Skoro tytuły filmów potrafią być tak zagmatwane, to tym bardziej książka, która jest zdecydowanie bardziej wymagającym i skomplikowanym tworem, może zostać źle przetłumaczona. Nie jest to pocieszające, bo przecież w wielu przypadkach chcemy identyfikować się z naszym ukochanym pisarzem i wejść poniekąd do jego głowy, zrozumieć motywy, poznać jego tok rozumowania. Myślę, że ten punkt przemawia zdecydowanie za tym, że nauka angielskiego nie pójdzie na marne jeśli lubimy książkową rzeczywistość.

Uwaga! Angielski rozwija naszą wyobraźnię, kreatywność i zdolność podejmowania decyzji. Chyba nie od dziś wiadomo, że ucząc się w ogóle, a nie tylko ucząc się języka mamy szansę wykorzystać nasze półkule i ich potencjał dużo lepiej, niż osoby, które nigdy nie podjęły się uczestnictwa w kursie językowym. Jednak, nauka języka wymaga od nas szczególnego zaangażowania neuronów, a gdy to robimy stymulujemy powstawanie nowych połączeń między nimi. Nasz mózg jest sprawniejszy, a co za tym idzie szybciej reaguje, w sytuacji wymagającej od nas podjęcia jakiegoś kroku. Ucząc się języka niejednokrotnie musimy lać przysłowiową wodę, aby dialog, który prowadzimy z drugą osobą miał swoją kontynuację, a nie skończył się na:

A: ‚Hi! How are you?’

B: ‚Fine, thanks’.

Musimy wejść w abstrakcyjne myślenie, dołączyć do tego emocje, pobudzić pokłady kreatywności, która jest w każdym z nas, aby nie dopuścić do krępującej ciszy. Angielskie słownictwo zapamiętuje się, gdy zamiast długiej listy fraz do ‚kucia’ pobawimy się w fiszki. Dla każdego słowa znajdziemy pomysłowe zdanie – najlepiej by było emocjonalnie z nami związane i dotyczyło naszego życia oraz doświadczeń. Słowo i potem zdanie, w które je wpleciemy powinno dotyczyć naszego otoczenia, a także być odnośnikiem, to tego, co znamy. Wówczas, dzięki ładunkowi emocjonalnemu zostanie w naszej głowie na zawsze. Tu wyobraźnia musi obudzić się z zimowego snu.

Przymiotnik: lovely (z ang. uroczy, śliczny, przepiękny)

Jak go dobrze zapamiętam?

I have such a lovely daughter. (Mam taką uroczą córeczkę).

Zdanie to wyzwala we mnie pozytywne emocje i silne bodźce. Miłość, oczywiście. Jest także związane z moją rodziną, więc zapewne nieraz użyję go w codziennym życiu, a więc dobrze zakorzeni się w mojej pamięci.

Jeśli czegoś nie używamy, szybko przepada. Zatem, wplatajmy nowe słownictwo w naszą potoczną mowę.

Wreszcie ta najbardziej oczywista korzyść: komunikacja. Coraz więcej ludzi mówi w języku angielskim, coraz więcej z nas wybiera wakacje za granicą, gdzie język polski rzadko się przydaje. Angielski jest językiem urzędowym w kilkudziesięciu państwach. Stany Zjednoczone, Wielka Brytania, Irlandia, Kanada, Australia, Nowa Zelandia i Republika Południowej Afryki to te najważniejsze i powszechnie rozpoznawane. Jednak możemy dodać do tej listy kraje t.j. Jamajka, Barbados, Fidżi, Filipiny, Nigeria, Pakistan Sudan, Trynidad i Tobago, Zambia, Rwanda, Singapur. Warto zaznaczyć, że angielski jest tutaj często jednym z oficjalnych języków. W Kanadzie używa się także francuskiego, w RPA języka afrikaans, a w Indiach dominuje także hindi. Znajomość angielskiego poszerza nasz kanał komunikacyjny.

And you? How well do you know English? Why do you think it’s worth trying to acquire it?

Reklama

Total Immersion czyli całkowite zanurzenie w języku

Istnieje na ten temat wiele kontrowersji, ale używam Total Immersion od początku mojej przygody z nauczaniem czyli blisko 10 lat. Szczególnie sprawdza się przy młodszych kursantach, bo po pewnym czasie przyzwyczajają się do tego, że mówię do nich po angielsku non stop i nie używam polskich przecinków. Starsi uczniowie są nieco bardziej oporni, bronią się przed angielskim, bo mają obawy czy zrozumieją jak wytłumaczę zasady gramatyczne od a do z w obcym języku. Zrozumieją. Jednak, z tymi od podstaw trzeba wprowadzać wszystko w wolniejszym tempie i tak, aby czuli się bezpiecznie, a angielskie zwroty zacząć przemycać stopniowo. Nawet nie zauważą, że 90 % lekcji zleciało w angielskim wydaniu. Wiadomo, że gdy ma się milion innych obowiązków to ciężko jest dać się pochłonąć nauce: słuchać tylko anglojęzycznego radia czy podcastów, oglądać angielską TV, czytać tylko po angielsku czy rozmawiać z native speakerem na Skype po godzinach. Wychodzę z założenia, że przynajmniej lekcje, na które ktoś uczęszcza, po to by mówić po angielsku powinny być prowadzone wyłącznie po angielsku. Każde nowe słowo zdefiniowane po angielsku, bądź podany dla niego synonim czy antonim. Gramatyka tłumaczona po angielsku przy zastosowaniu angielskiej terminologii. Przekraczasz próg mojej sali i wiesz, że zacznę od ‚Hi! How are the things going? What have you been doing lately? Take a seat and spill the beans’ zamiast ‚Dzień dobry, proszę siadać i gadać’. Total Immersion to stały kontakt z językiem, parafraza angielska zamiast polskich zamienników, gestykulacja i odtworzenie rzeczywistości jaka panuje za granicą.

Dzieci uczą się mówić właśnie w taki sposób. Od małego są otaczane dźwiękiem. Słuchają, a potem, po kilkunastu miesiącach odtwarzają wszystko, co wchłonęły jak gąbka. My, dorośli mamy jeszcze… nawyki. Ciężko o nich zapomnieć. Lubimy tłumaczyć z angielskiego na polski i mieć skrupulatne notatki w zaszycie. Dajmy temu spokój. Kto chociaż raz był za granicą zdany na siebie i chcąc czy nie chcąc musiał się domyślać wielu rzeczy, żeby przetrwać w sklepie, na stacji czy poczcie. Musiał się zanurzyć, a w zasadzie nie miał wyboru. Nie mógł znaleźć bezpiecznej kryjówki przed zalewającym go zewsząd obcym językiem. W kilka miesięcy, może lat mówił lepiej, nie w języku ojczystym, a dokładnie tym obcym.

Swego czasu uczyłam siedmioletniego chłopca. Od dziecka opiekowała się nim au pair ze Stanów. W rezultacie posługiwał się angielskim lepiej, niż niejeden dorosły Polak na B2. Tylko tyle i aż tyle.

Angielski łatwo wchodzi do głowy i przede wszystkim serca, gdy otworzymy się na niego i pomyślimy o nim jako o czymś naprawdę łatwym i możliwym do osiągnięcia. Jak w każdym aspekcie Naszego życia – musimy mieć pozytywne nastawienie, bo ono przyciąga to, co dobre. Na zajęcia idźmy z przekonaniem, że będzie najprościej w świecie, przyjemnie. Znowu dowiemy się czegoś nowego. Nie miejmy oczekiwań i ambicji, że do końca tego roku muszę być B1 czy B2. Bawmy się wiedzą. Bawmy się odkrywaniem.