W moich snach wciąż WARSZAWA

Warszawa, stolica Naszej pięknej Polski. Nie raz i nie dwa dane było mi odkrywać jej zakątki, ale w ostatni długi weekend postanowiłam wybrać się tam po raz trzeci i czwarty, a zapewne nie ostatni. To miasto owiane historią, niekoniecznie radosną, ale spacerując starówką w powietrzu da się wyczuć powiew dawnych dni, gdy miasto kwitło. Warszawa jest wielokulturowa i pełna miejsc, które można odkrywać ciągle na nowo. Tym razem postanowiłam odwiedzić Wilanów, miejskie zoo, oczywiście Plac Zamkowy, Plac Defilad, spojrzeć na Pałac Nauki i Kultury późną nocą i poleżeć błogo na łazienkowskiej trawie najpierw słuchając koncertu Chopinowskiego pod słynnym pomnikiem Fryderyka, a potem delektując się chrupiącym gofrem z owocami nieopodal Amfiteatru na Wyspie. Być może większość z was kojarzy stolicę z ciągłym ruchem, głośnymi klaksonami, skyscraperami, ale jeśli pozwolicie jej, by dała się wam poznać bliżej na pewno zaskoczy Was to, jak wolno potrafi tu płynąć czas.

Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie

Pałac w Wilanowie to pamiątka po Janie III – wielkim królu, miłośniku ksiąg i obrazów. Jak czytamy na stronie muzeum pamięć o Janie III pielęgnował Stanisław Kostka Potocki, polityk i założyciel wilanowskiego muzeum. Jan III został właścicielem posiadłości w Wilanowie w 1677 roku. Projektantem barokowego pałacu był Augustyn Locci Młodszy. Wokół pałacu znajdziemy folwark z budynkami gospodarczymi, zwierzyniec i niesamowity kompleks ogrodów, po których można spacerować godzinami: kwiaty, drzewa, dekoracyjne żywopłoty – jest, co podziwiać. Warto przysiąść na ławce, zawiesić wzrok na fontannie i na chwilę przenieść się w świat wyższych sfer. Warto dodać, że po drugiej wojnie światowej Pałac Wilanowski przeszedł na własność państwa. Po pracach konserwatorskich w 1962 roku zdecydowano otworzyć go dla publiczności jako oddział Muzeum Narodowego w Warszawie. Jeśli ktoś lubi historię to można skusić się na wejściówkę do Pałacu, gdzie na zwiedzanie czekają liczne królewskie komnaty i ekspozycja stała. We czwartki można wejść za darmo.

Miejskie zoo na Ratuszowej

Jeśli chcecie wybrać się do zoo w Warszawie koniecznie załóżcie wygodne buty, bo zrobicie tam kilometry. W miejskim zoo jest naprawdę dużo do zobaczenia. Spotkacie w nim goryle, szympansy, lemury, małe rekiny, tygrysy, wielbłądy, zebry, pelikany, słonie, żyrafy, węże, pingwiny… Raj dla dzieci i dorosłych. Zielone alejki, ławki, na których można złapać oddech, kawiarnie, restauracje i snack busy, gdzie można zjeść – najlepiej mieć przynajmniej jeden cały dzień na to, by niczego w zoo nie przegapić.

Łazienki Królewskie i Koncerty Chopinowskie

Od 19 maja do 29 września 2019 r. w każdą niedzielę o godz. 12.00 i 16.00 w Łazienkach Królewskich można posłuchać muzyki Fryderyka Chopina. Jest to 60. sezon Koncertów Chopinowskich, a w jego trakcie wystąpi 42 wybitnych pianistów z całego świata. Osobiście miałam okazję posłuchać wykonania Yoshie Uno i Masako Furukawy z Japonii. Koncerty Chopinowskie cieszą się ogromną popularnością. Setki ludzi rozkładają koce na trawniku pod posągiem Fryderyka, zamykają oczy i odpływają w rytm etiud, mazurków, ballad i nokturnów mistrza.

Plac Zamkowy i Starówka

Zamek Królewski to punkt obowiązkowy dla każdego turysty. Warto zaglądnąć do środka. Pierwotnie była to siedziba książąt mazowieckich, a obecnie funkcjonuje tutaj muzeum. Będąc na Placu Zamkowym trafiliśmy na pokaz baniek mydlanych i zjedliśmy obiad w jednej z pobliskich restauracji „Literatce” – chrupiący łosoś i grillowane warzywa smakują tutaj wyśmienicie. Z Placu Zamkowego warto udać się na Barbakan czyli element średniowiecznego budownictwa obronnego. Spotkacie tu stoiska z rękodziełem czy budki z goframi, więc można przekąsić coś na słodko. Z Barbakanu polecam udać się pod pomnik Syrenki na Rynku Starego Miasta, aby zrobić pamiątkowe zdjęcie, a przy okazji ochłodzić się przy fontannie. Z Placu Zamkowego droga prowadzi także pod Pałac Prezydencki oraz Ogród Saski t.j. wielki park miejski w śródmieściu, a zaraz obok znajduje się także Grób Nieznanego Żołnierza, który upamiętnia poległych w walce o niepodległość. Ostatni punkt na mojej mapie to przede wszystkim dachowy Ogród Biblioteki Uniwersyteckiej, gdzie można podziwiać egzotyczne kwiaty i krzewy oraz Plażowka Saska, gdzie poczujecie nadmorski klimat. Zdecydowanie jest to miejsce idealne na popołudniową kawę z leżakiem w tle.

W przyszłości marzy mi się jeszcze cały dzień w Centrum Nauki Kopernik, Klockowni, Muzeum Świat Iluzji i warszawskiej Hulikuli. Chciałabym także zobaczyć na żywo pokaz w Multimedialnym Parku Fontann w Warszawie, bo niestety miałam szansę spojrzeć na całe show tylko z daleka. Po pierwsze, dlatego, że zaparkowanie w okolicach parku w godzinach pokazu graniczy z cudem. Po drugie, pokaz ma miejsce późnym wieczorem i z małym dzieckiem trzeba to wcześniej dobrze zorganizować.

Byliście kiedyś w tych miejscach? Czy was też ciągnie do stolicy?


Reklama

Chorwacja jakiej nie znacie

Gdy myślę „Chorwacja” widzę bezkres lazurowego morza, kamienistą plażę, zimne piwo leniwie sączone w jednym z lokalnych barów z widokiem na Adriatyk. Chwile ulotne jak motyle – w Chorwacji czas płynie zdecydowanie szybciej, niż w Polsce.

Pierwsze godziny w Chorwacji spędziłam przy zachodzie słońca nad Morzem Śródziemnym popijając orzeźwiający złoty napój. To tutaj zaczęłam swoją przygodę z Istarską. Długi spacer brzegiem morza, zachwyt ciszą panującą dookoła…. Molo, a pod nim woda pełna ryb i muszelek. Odczuwany wówczas strach, że może powinąć mi się noga i wyląduję na dnie chorwackich głębin. Śmiech i ulga, bo przecież w razie czego, umiem pływać.

Chorwacja leży nad Adriatykiem, jej stolicą jest Zagrzeb i liczy ok. 4,300, 000 mieszkańców. W każdym z chorwackich miast jak Rijeka, Pula czy Split zapłacimy Kunami. Oficjalny hymn nosi nazwę „Our Beautiful Homeland” (z ang.), a flaga ma trzy kolory: czerwony, biały i niebieski.

Chorwacja słynie nie tylko z dostępu do Adriatyku i jego przejrzystej wody czy nieziemskich plaż. Słynie także z jezior i rzek oraz bardzo zróżnicowanej kuchni, w której przeważają owoce morza: mątwa, kałamarnica, ośmiornica czy małże – w tym gustują Chorwaci. Kuchnia jest bogata w warzywa, głównie rośliny strączkowe z których robi się pyszne zupy (maneštra), warzywa grilluje się lub robi na parze z dodatkiem oliwy i przypraw. Oliwa to podstawa w Chorwacji. Z mięs najczęściej spotkamy na talerzu baraninę.

Większość swojego pobytu spędziłam w trzech chorwackich miastach, a więc poniżej kilka słów na temat Puli, Rovinij i Rijeki.

PULA

To największe i położone na siedmiu wzgórzach (Arena, Kaštel, Opatija sv. Mihovila, Mondipola, Sv. Martin, Pra Grande i Zaro) miasto na półwyspie Istaria. Pula słynie z Areny lub też Amfiteatru, który niejeden turysta myli z rzymskim Koloseum. Owszem, ma z nim dużo wspólnego, bo podobnie jak Koloseum jest w świetnym stanie architektonicznym i w czasach starożytnych odbywały się tutaj walki gladiatorów. Sam Amfiteatr zbudowany jest z białego wapienia i ma podstawę elipsy. W czasach swojej świetności mógł pomieścić ok. 23 000 widzów. Na górze Amfiteatru znajduje się akwedukt. Woda, która z niego kapała w dawnych czasach działała jak klimatyzator.

Jedna ze ścian Amfiteatru jest wyraźnie bielsza. Niektórzy uważają, że to za sprawą dobudowania jej w późniejszym okresie istnienia budynku, a to ponoć, efekt oczyszczenia jej przez konserwatorów.

Obecnie Arena w Puli pełni rolę widowiskową. W Amfiteatrze występowały prawdziwe gwiazdy jak Luciano Pavarotti, Andrea Bocelli, Jose Carreras, Anastacia, Eros Ramazotti, Alanis Morissette, Sinéad O’Connor czy Elton John. To tu odbywa się kultowy Międzynarodowy Festiwal Filmowy.

W Puli znajdziemy także bramę zwaną Bramą Herkulesa. Herkulova vrata przedstawia prawdopodobnie głowę herosa i jego nieodłączną maczugę.

Pula jest także jednym z głównych portów rybackich, więc można zjeść tu pyszne owoce morza. Dodatkowo, dla miłośników mocniejszych trunków wyskokowych mam dobrą wiadomość. Pula słynie z białego wina Rakiji – alkoholu z owocową nutą. Warto przywieźć do domu chociaż jedną butelkę. Osobiście pokusiłam się o zakup Rakiji, ale do tej pory stoi nienaruszona i czeka na swoją specjalną okazję.

ROVINIJ

Spacer promenadą w Rovinij w otoczeniu białych mew jest cudownym przeżyciem. Rovinij nazywane jest chorwackim Saint Tropez, gdyż włoskie wpływy widoczne są tutaj na każdym kroku. Brukowane, wąskie uliczki wprawiają w romantyczny nastrój. Wszędzie kwitną kwiaty, a przy drzwiach domów stoją kolorowe rowery, bo Rovinij to rowerowe miasto. Na ścianach z kolei możemy podziwiać obrazy – czuć tu prawdziwy artyzm. Zdradzę Wam, że chętnie zamieszkałabym w tym artystycznym raju. Błądząc radośnie między uliczkami można zakupić wór pamiątek, bo co kilka kroków stoją stragany z biżuterią, zawieszkami, figurkami, a nawet winem.

Niesamowite wrażenie zrobił na mnie także Kościół Św. Eufemii w Rovinju, który dominuje nad starym miastem. Św. Eufemia jest patronką Rovinja i właśnie w tym kościele znajdują się jej szczątki. Kościół wybudowany został w stylu barokowo-weneckim, a dzwonnica kościoła ma aż 60 metrów.

RIJEKA

To najmniej odwiedzane przez turystów miasto. Zapewne ze względu na przytłaczające. stare budynki i ciszę, której w Rijece pod dostatkiem, a wakacje to przecież czas na szaleństwo. Chcemy widzieć, chcemy poznawać, chcemy przeżywać. Jednak, niech was nie zmyli ogólne przekonanie, bo w Rijece to szaleństwo jest możliwe!

Rijeka jest miastem portowym, a więc spacer po porcie na pewno będzie niemałą atrakcją dla wybrednych. Piękna wieża zegarowa, symbol Rijeki i główny zabytek oraz fontanna na Korzo i Starym Mieście to coś, co warto zobaczyć na własne oczy. Korzo to “serce Rijeki”. To główna promenada miejska, gdzie codziennie przechodzą tysiące ludzi. Korzo wywodzi się z włoskiego słowa corso oznaczającego „ścieżkę” – włoskiego, gdyż Rijeka przez długi czas była pod wpływem Wenecjan. Będąc w Rijece, można zwiedzić jej okolice np. Park Narodowy Risnjak, góry Učka i Velebit oraz miasta Opatija i Crikvenic. W Rijece zjecie też smaczne lody i wypijecie aromatyczną kawę.

Poniżej moje autorskie zdjęcia z Chorwacji. Tak widzi ją mój aparat. Zapraszam w podróż nad Adriatyk.

WSZYSTKIE DROGI PROWADZĄ DO RZYMU

Prędzej czy później każdy tu dotrze, czy to w marzeniach sennych czy na jawie, każdy spełni swój włoski sen. Rzym to stolica Włoch, to stolica pizzy i pasty, stolica muzeów. Wreszcie, stolica kawy: cappuccino, caffe macchiato, caffe lungo, espresso i caffee fredo – raj dla kawoholiczki, którą, przyznam nieskromnie, jestem i prawdopodobnie pozostanę.

Cudowny śródziemnomorski klimat i bliskość morza czynią to miasto niezwykłą turystyczną atrakcją. Temperatury sięgające 35 stopni Celsjusza zachęcają do wylegiwania się na piaszczystej plaży, gdzieś koło Rzymu.

Rzym słynie z tego, że jest jednym z najbardziej zielonych miast. Mimo licznych budynków nie jest trudno znaleźć tu błogi spoczynek w cieniu.

Będąc w Rzymie koniecznie trzeba założyć wygodne buty, bo jest czym nasycić spragnione wrażeń oczy. Zabytki takie jak: Koloseum, Panteon, Forum Romanum, Piazza Navona, Fontanna di Trevi, Hiszpańskie Schody czy Watykan to obowiązkowe punkty na mapie zwiedzania. Przyznam, że po Koloseum oczekiwałam nieco więcej. Wydawało mi się, że jest zdecydowanie większe i przytłoczy mnie ogrom tej budowli, a jednak nie było efektu „wow”. Może z tego względu, że pod Koloseum ciągle kręcą się handlarze, a ich natrętny marketing może niejako odciągać uwagę, od tego, co najważniejsze w tamtym miejscu. Ciągłe „nie, dziękuję”, może stanowczo zniszczyć pierwsze zetknięcie z tym gigantycznym amfiteatrem. Nie zaprzeczę, że sam w sobie jest czymś okazałym i ciężko uwierzyć, iż wybudowały go ludzkie ręce. Jednak, krążą pogłoski, że w Koloseum oprócz walk gladiatorów mordowano chrześcijan (w środku koloseum znajduje się krzyż, który ma to symbolizować), a sam Amfiteatr Flawiuszów miał świadczyć o potędze cezarów Rzymu. Zgaduję, że może również z tego względu zachwyt Koloseum nie wydarzył się u mnie. Prawdopodobnie, miałam zbyt duże komercyjne oczekiwania i dlatego się rozczarowałam.

Najmilej wspominam chwile spędzone przy słynnej Fontannie di Trevi, gdzie udało mi się ochłodzić, a później zasmakować prawdziwej włoskiej pizzy w jednej z pobliskich restauracji. Przy fontannie spotkamy tłumy ludzi z całego świata i miliony monet, które wrzuca się do wody wierząc, że czeka nas szczęście.

Enklawa Watykan, którą znajdziecie w centrum Rzymu nie zawiodła. Chociaż jest najmniejszym na świecie państwem, w którym panuje absolutna monarchia, Watykan wywołuje w człowieku niesamowicie pozytywne emocje. Warto posiedzieć na Placu św. Piotra i pomyśleć o doczesności, ale i tym, co jeszcze przed nami. Zresztą, mówiąc o historii, to właśnie w Rzymie współczesność miesza się ze starożytnością.

Wracając do Watykanu – to państwo, ale i jednocześnie miasto wpisane jako całość na listę UNESCO. To dopiero osiągnięcie. Tutaj odwiedziłam Bazylikę św. Piotra i zobaczyłam Kaplicę Sykstyńską.

Ogromnie podobało mi się Forum Romanum czyli najstarszy plac miejski we Włoszech. Forum Romanum to dodatkowo ruiny dawnych okazałych budowli, m.in. świątyni rzymskich bogów, łuków triumfalnych, kolumn i pomników, otoczone sześcioma wzgórzami.

Panteon, który także dane było mi zobaczyć, to ogromna świątynia zbudowana ku czci najważniejszych bóstw. Wnętrze zapiera dech – szczególnie sufit, w którym widnieje okno na świat. Wpadają przez nie malowniczo promienie słońca i rozpraszają mrok panujący wewnątrz świątyni.

Będąc w Rzymie po pierwsze, warto pospacerować ulicami i zatrzymać się we włoskiej kawiarni na prawdziwe croissanty czy panini, albo skusić się na… kokosa sprzedawanego, gdzieś w przydrożnej budce. Warto rozglądać się dookoła, bo jako Wieczne Miasto Rzym na każdym kroku zachwyca starożytnymi ruinami. Po trzecie, warto bacznie obserwować rzekę Tyber, a może dostrzeżecie na niej Wyspę Tyberyjską, na którą warto wybrać się, aby jeszcze mocniej poczuć klimat dawnych dni.

Jeśli nie lubicie chodzenia to po czwarte, warto zainwestować w 2- lub 3-dniowy bilet na całą komunikację miejską czyli Roma Pass. Jak w każdym większym turystycznym mieście możemy na nim oszczędzić, bo oferuje on darmowe wejście do dwóch pierwszych muzeów w Rzymie, a do kolejnych mamy zniżkę. Co więcej, z nim tańsze są zarówno wycieczki, jak i wydarzenia kulturalne w Rzymie.

Jest takie angielskie powiedzenie „When in Rome, do as the Romans do”. Tłumacząc na j. polski: Kiedy wejdziesz między wrony, musisz krakać jak i one. W Rzymie naprawdę można na chwilę poczuć się jak rodowity Włoch.

PRAGA W SKRÓCIE czyli Prague in a nutshell

We wrześniu miałam okazję odwiedzić Pragę, piękną stolicę Czech liczącą ok. 1,243,000 mieszkańców. Pragę pokochałam już za samą nazwę.

O Pradze można pisać w nieskończoność: położona na rzece Wełtawie i wielu wzgórzach oferuje widoki, które potrafią zauroczyć. Liczne wąskie uliczki oraz pałacowy park, gdzie natknęłam się na azjatycką parę w trakcie ślubnej sesji – czynią ją miastem miłości.

Naturalne wzniesienia w mieście pozwalają cieszyć się niesamowitą panoramą stolicy Czech.

Największe wrażenie zrobił na mnie Ratusz Staromiejski z wieżą, na którą można wejść schodami lub wjechać windą, a warto, dla… widoków, oczywiście! Wieżę zdobi wciąż działający zegar astronomiczny. Opłata za wejście na wieżę wynosi 21 zł czyli ok. 130 CZK.

Kolejnym miejscem na mojej liście „must see” w Pradze jest Wyszehrad lub oryginalnie Vyšehrad, czyli wzgórze znajdujące się na północ od centrum miasta. Jest to punkt obserwacyjny na skalistym terenie, gdzie kiedyś postawiono twierdzę obronną, której ruiny do dziś goszczą w tamtych okolicach.

Most Karola to także najczęściej fotografowany zabytek Pragi. Nie zapomnę spaceru „z głową w chmurach”, bo przejście mostem naprawdę pozwala się zrelaksować. Było dość tłoczno. gdyż jest to najpopularniejsze miejsce w Pradze odwiedzane przez setki, a nawet tysiące turystów i to różnej narodowości, ale widok rzeki widziany z mostu rekompensuje przepychankę przez tłum.

Jest to najstarszy most, który wybudowano na miejscu mostu „the Judith Bridge”, który zabrała powódź w 1342 roku. Na moście znajduje się figura św. Jana Nepomucena, a pod nią płaskorzeźba, której według wierzeń wystarczy dotknąć, by spełniło się Twoje marzenie. Spróbowałam rzecz jasna i raczej nie narzekam na realizację moich planów.

Swój spacer po Moście Karola zakończyłam przy Bramie Prochowej (bramie-wieży) – wychodzi ona na Stare Miasto. Przez nią prowadzono czeskich królów w czasie ich koronacji. Zresztą, bramę zdobią królewskie wizerunki Przemysława Ottokara II, Karola IV, Jerzego z Podiebradowa i wreszcie, Władysława II Jagiellończyka, który ją ufundował. Prašná brána, bo tak nazwiemy ją po czesku, jest najważniejszym gotyckim zabytkiem Pragi.

Jedzenie… znalazłam czas na kilka dobrych kaw i obowiązkowo trdelnika z bitą śmietaną! Trdelnik to pyszne ciastko – czesko-słowacki rarytas wykonany z walcowanego ciasta, owijanego wokół kija, a następnie grillowanego i posypanego cukrem wymieszanym z migdałami lub z cynamonem. Słowacki przysmak, bo przepis najpierw przybył do Skalicy czyli słowackiej miejscowości graniczącej z Czechami. W Skalicy go nieco zmodyfikowano dzięki czemu teraz turyści odwiedzający Pragę mogą cieszyć nim swoje podniebienie i zachwycać się poezją wydobytego przez skalickich mieszkańców smaku.

Praga dziś to już nie tylko Most Karola czy Wyszehrad. To także Bulgari, Louis Vuitton czy Prada. Na Ulicy Paryskiej w Pradze znajdziemy najbardziej luksusowe marki: Gucci, Cartier, Burberry – jeśli ciąży Ci portfel tutaj na pewno znajdziesz rozwiązanie owego problemu.

Praga jest ogromna. Według mnie pięć dni, a tyle trwała moja przygoda w czeskiej stolicy, to stanowczo za mało, żeby nacieszyć nią oko. 150 kościołów, liczne muzea, wspaniałe kilkusetletnie kamienice wyrwane z innej epoki – warto poświęcić temu czas i nie śpieszyć się ze zwiedzaniem.

Mam zamiar wybrać się do Pragi ponowie w niedalekiej przyszłości. Tym razem, z całą rodziną. Jeśli ktoś tak jak ja, planuje podróż z małym dzieckiem i nie chce się nabiegać, warto pomyśleć o skorzystaniu z Ecotrain, tramwaju, metra lub łodzi i przy okazji spojrzeć na Pragę z perspektywy Wełtawy.

Można także skusić się na 1-, 3- lub 4-dniowy „travel pass” czyli przepustkę turystyczną/kartę, dzięki, której nie musimy martwić się o bilety. Więcej o tym na stronie https://www.praguecard.com/.

Wracając z Pragi miałam okazję odwiedzić jeszcze Adršpach czyli słynne Skalne Miasto w Czechach. Ogromne skały, które możemy tam zobaczyć przyjmują zaskakujące kształty. Moją ulubioną byli „Kochankowie” – dwie skały przywodzące na myśl całującą się parę. Znajdziecie zdjęcie „Kochanków” w galerii pod tym wpisem.

W lokalnym kiosku Skalnego Miasta upolowałam swoją osobistą miniaturową maskotkę Krecika (moja ulubiona bajka z dzieciństwa) i kilka Studentskich w różnych smakach. Z takim bagażem upominków i zachwycających doświadczeń wyruszyłam do domu.

Skuście się na Pragę, a tymczasem: Štastnou cestu, na shledanou!

Poniżej moje autorskie zdjęcia zrobione w Pradze i Adršpachu. Miłego oglądania.

Nicea na francuskim Lazurowym Wybrzeżu

Skoro wakacje w pełni na myśl przychodzą miasta, które warto odwiedzić w tym upalnym okresie. Nicea to kolejna moja miłość na Południu Europy zaraz po Barcelonie. Położona jest nad Morzem Śródziemnym i jest piątym, co do wielkości miastem Francji. Nie ukrywam, że to centrum Francuskiej Riwiery jest miejscem pełnym smaku: zapach oliwek, kawy i marokańskich przypraw, świetnie ubrani Francuzi i ciągnące się wzdłuż plaży rzędy ‚kalifornijskich’ palm – to kumulacja piękna w jednym miejscu. Nicea to melting pot, więc to także kumulacja wielu kultur w jednej aglomeracji. Co warto tutaj zobaczyć ?

Promenada Anglików

Mój ulubiony spot w Nicei. Siedem kilometrów ciągnącej się wzdłuż wybrzeża promenady zachwyca widokiem kamienistej plaży. Niebieskie parasolki wyrastają z ziemi osłaniając przed żarzącym słońcem spragnionych wypoczynku wczasowiczów. Promenada to także raj dla rowerzystów. Spacerując trzeba jednak na nich uważać, bo nie trudno o czołowe zderzenie z rozpędzonym jednośladem, gdy nieprzytomnym wzrokiem chłoniemy okoliczne krajobrazy.

Stare Miasto

Urokliwe wysokie kamienice, ciasne uliczki wypełnione zapachem Prowansji, parterowe restauracje i sklepy oraz dużo pamiątek handmade – Stare Miasto to raj dla globtrotera. Usytuowane pod Wzgórzem Zamkowym oferuje szereg atrakcji, tutaj zobaczymy Dom Adama i Ewy, Operę Nicejską, kaplicę św. Rity, Pałac Sprawiedliwości czy Fałszywą Bramę, która zaprowadzi nas w stronę Nowego Miasta. Zanim jednak zdecydujemy się podążyć za współczesnością odwiedźmy jeszcze Plac Massena.

Plac Massena

Czarno-biała szachownica u stóp – tak wygląda deptak na nicejskim Placu Massena. To tutaj mają miejsce największe imprezy w Nicei np. słynny Karnawał w Nicei (Carnaval de Nice). To takie europejskie Rio de Janeiro obchodzone w lutym i mające ponad 140 lat. Co roku zmienia się motyw przewodni karnawału, a sama zabawa trwa dwa tygodnie. Plac Massena to także miejsce na relaks, dużo zieleni, gdzie można rozłożyć koc piknikowy i chwilę poleniuchować na łonie natury wraz z rodziną.

Plaże, plaże i jeszcze raz plaże

Skoro jesteśmy nad Morzem Śródziemnym warto znaleźć moment na kąpiel słoneczną. Co prawda, Nicea słynie z kamienistych plaż, ale to czyni ją niepowtarzalną. Może nie należą do tych najwygodniejszych i warto mieć na nogach specjalne buty, aby nie stąpać po gorącym żwirku, ale za to woda ma naprawdę lazurowy kolor, a przecież trzeba tym nacieszyć oko, bo na Lazurowym Wybrzeżu to punkt obowiązkowy.