ARMCHAIR TRAVEL PALCEM PO MAPIE – gotowa lekcja B2 wzwyż – Zabierz swoich uczniów w podróż dookoła świata!

Hej! Obiecywałam Wam petardę i myślę, że ta lekcja to powiew świeżości. Lekcja, która zabierze Twoich uczniów w podróż dookoła świata, ale bez wychodzenia z domu, bez pakowania walizek, bez wydawania pieniędzy! Zabierz ich do Ameryki, Afryki, Azji, Europy… w Europie spędzicie więcej czasu odwiedzając Polskę, Francję, Finlandię…

Poznacie ciekawostki dotyczące kontynentów i państw w oparciu o autentyczne materiały jak filmy wideo, artykuły. Utrwalicie słownictwo, zrobicie zadania na słowotwórstwo, matching, gap-filling, discussion…, a to wszystko przy dźwiękach afrykańskiej, francuskiej czy polskiej muzyki… Wierzcie mi, że jestem wyjątkowo podekscytowana tym dziełem 🙂 Lekcja jest oczywiście darmowa. Jak ją dostać? Czytaj do końca 🙂

Dzisiaj przychodzę do Was z gotową lekcją, ale i polecajką niesamowitej strony/aplikacji, z pomocy której korzystałam tworząc tę lekcję. Zdecydowanie ułatwiła mi moje nauczycielskie życie, bo okazuje się, że Lesson Ninja to aplikacja, która zaoszczędzi godziny spędzone na przygotowaniu zadań pod konkretne słownictwo z książki, pozwoli przygotować zadania na czytanie w sposób innowacyjny i niewymagający od Was większych umiejętności… wystarczy skopiować, wkleić, kliknąć tu i tam, a potem wykorzystać w wersji online lub zapisać jako PDF, wydrukować i cieszyć się gotowymi materiałami w klasie.

Osobiście nie znoszę tworzenia ćwiczeń pod konkretne słownictwo z książki i zawsze irytowało mnie przekopywanie Internetu w poszukiwaniu pasujących zadań, definicji, obrabianie wszystkiego w WORDZIE i innych tego typu programach. Lesson Ninja to miejsce stworzone przez Macieja, który sam jest nauczycielem i Tadka, specjalistę IT odpowiedzialnego głownie za szatę graficzną itp. Lesson Ninja wychodzi naprzeciw nam – nauczycielom, abyśmy nie musieli już… poszukiwać i mieć wszystko w jednym miejscu, bo na swoim koncie Lesson Ninja możecie przechowywać WSZYSTKIE zestawy, które stworzycie w mgnieniu oka, a potem korzystać z nich jeden, drugi, trzeci i setny raz na swoich zajęciach! Możecie zestawy edytować, robić testy, wysyłać uczniom w ramach zadania domowego… szybko, prosto…, a prostotę kocham, chociaż lubię też lekcje z przytupem…

Jednakże nie każdy ma czas na to, aby godziny spędzać na tworzeniu takowych. Naprawdę bez wahania P-O-L-E-C-A-M Lesson Ninję!

Niestety w swojej lekcji mogłam zaprezentować Wam tylko 2 zadania stworzone za pomocą Lesson Ninja korzystając z mojego konta, abyście mogli zobaczyć jak ja wykorzystuję Lesson Ninję w praktyce, ale możecie założyć konto tutaj: https://lesson-ninja.com/englistka i cieszyć się swoim dostępem do bardzo prostych, ale jakże efektywnych narzędzi. Czy słyszałaś/słyszałeś już o Lesson Ninja? A może już korzystałeś z tego narzędzia i powoli się od niego uzależniasz jak ja?


Wypróbuj Lesson Ninję i daj znać w komentarzu jak wrażenia oraz zostaw adres e-mailowy. Proszę także o dobrowolne podziękowanie w postaci kawy:

Po zostawieniu komentarza lekcję prześlę na pocztę 🙂

Take care!


Reklama

PRAGA W SKRÓCIE czyli Prague in a nutshell

We wrześniu miałam okazję odwiedzić Pragę, piękną stolicę Czech liczącą ok. 1,243,000 mieszkańców. Pragę pokochałam już za samą nazwę.

O Pradze można pisać w nieskończoność: położona na rzece Wełtawie i wielu wzgórzach oferuje widoki, które potrafią zauroczyć. Liczne wąskie uliczki oraz pałacowy park, gdzie natknęłam się na azjatycką parę w trakcie ślubnej sesji – czynią ją miastem miłości.

Naturalne wzniesienia w mieście pozwalają cieszyć się niesamowitą panoramą stolicy Czech.

Największe wrażenie zrobił na mnie Ratusz Staromiejski z wieżą, na którą można wejść schodami lub wjechać windą, a warto, dla… widoków, oczywiście! Wieżę zdobi wciąż działający zegar astronomiczny. Opłata za wejście na wieżę wynosi 21 zł czyli ok. 130 CZK.

Kolejnym miejscem na mojej liście „must see” w Pradze jest Wyszehrad lub oryginalnie Vyšehrad, czyli wzgórze znajdujące się na północ od centrum miasta. Jest to punkt obserwacyjny na skalistym terenie, gdzie kiedyś postawiono twierdzę obronną, której ruiny do dziś goszczą w tamtych okolicach.

Most Karola to także najczęściej fotografowany zabytek Pragi. Nie zapomnę spaceru „z głową w chmurach”, bo przejście mostem naprawdę pozwala się zrelaksować. Było dość tłoczno. gdyż jest to najpopularniejsze miejsce w Pradze odwiedzane przez setki, a nawet tysiące turystów i to różnej narodowości, ale widok rzeki widziany z mostu rekompensuje przepychankę przez tłum.

Jest to najstarszy most, który wybudowano na miejscu mostu „the Judith Bridge”, który zabrała powódź w 1342 roku. Na moście znajduje się figura św. Jana Nepomucena, a pod nią płaskorzeźba, której według wierzeń wystarczy dotknąć, by spełniło się Twoje marzenie. Spróbowałam rzecz jasna i raczej nie narzekam na realizację moich planów.

Swój spacer po Moście Karola zakończyłam przy Bramie Prochowej (bramie-wieży) – wychodzi ona na Stare Miasto. Przez nią prowadzono czeskich królów w czasie ich koronacji. Zresztą, bramę zdobią królewskie wizerunki Przemysława Ottokara II, Karola IV, Jerzego z Podiebradowa i wreszcie, Władysława II Jagiellończyka, który ją ufundował. Prašná brána, bo tak nazwiemy ją po czesku, jest najważniejszym gotyckim zabytkiem Pragi.

Jedzenie… znalazłam czas na kilka dobrych kaw i obowiązkowo trdelnika z bitą śmietaną! Trdelnik to pyszne ciastko – czesko-słowacki rarytas wykonany z walcowanego ciasta, owijanego wokół kija, a następnie grillowanego i posypanego cukrem wymieszanym z migdałami lub z cynamonem. Słowacki przysmak, bo przepis najpierw przybył do Skalicy czyli słowackiej miejscowości graniczącej z Czechami. W Skalicy go nieco zmodyfikowano dzięki czemu teraz turyści odwiedzający Pragę mogą cieszyć nim swoje podniebienie i zachwycać się poezją wydobytego przez skalickich mieszkańców smaku.

Praga dziś to już nie tylko Most Karola czy Wyszehrad. To także Bulgari, Louis Vuitton czy Prada. Na Ulicy Paryskiej w Pradze znajdziemy najbardziej luksusowe marki: Gucci, Cartier, Burberry – jeśli ciąży Ci portfel tutaj na pewno znajdziesz rozwiązanie owego problemu.

Praga jest ogromna. Według mnie pięć dni, a tyle trwała moja przygoda w czeskiej stolicy, to stanowczo za mało, żeby nacieszyć nią oko. 150 kościołów, liczne muzea, wspaniałe kilkusetletnie kamienice wyrwane z innej epoki – warto poświęcić temu czas i nie śpieszyć się ze zwiedzaniem.

Mam zamiar wybrać się do Pragi ponowie w niedalekiej przyszłości. Tym razem, z całą rodziną. Jeśli ktoś tak jak ja, planuje podróż z małym dzieckiem i nie chce się nabiegać, warto pomyśleć o skorzystaniu z Ecotrain, tramwaju, metra lub łodzi i przy okazji spojrzeć na Pragę z perspektywy Wełtawy.

Można także skusić się na 1-, 3- lub 4-dniowy „travel pass” czyli przepustkę turystyczną/kartę, dzięki, której nie musimy martwić się o bilety. Więcej o tym na stronie https://www.praguecard.com/.

Wracając z Pragi miałam okazję odwiedzić jeszcze Adršpach czyli słynne Skalne Miasto w Czechach. Ogromne skały, które możemy tam zobaczyć przyjmują zaskakujące kształty. Moją ulubioną byli „Kochankowie” – dwie skały przywodzące na myśl całującą się parę. Znajdziecie zdjęcie „Kochanków” w galerii pod tym wpisem.

W lokalnym kiosku Skalnego Miasta upolowałam swoją osobistą miniaturową maskotkę Krecika (moja ulubiona bajka z dzieciństwa) i kilka Studentskich w różnych smakach. Z takim bagażem upominków i zachwycających doświadczeń wyruszyłam do domu.

Skuście się na Pragę, a tymczasem: Štastnou cestu, na shledanou!

Poniżej moje autorskie zdjęcia zrobione w Pradze i Adršpachu. Miłego oglądania.

W górach jest wszystko, co kocham.

Miłość do gór pielęgnuję w sobie od wielu, wielu lat. Każdy, kto chociaż raz zdobył swój szczyt bardzo dobrze zna uczucie na pełnym wdechu. Na wysokości powietrze smakuje zupełnie inaczej: jakoś tak rześko i beztrosko. Kiedy stawiasz krok za krokiem, a każdy mięsień daje o sobie znać, wiesz, że endorfiny wynagrodzą każdą kroplę potu, która spłynie po czole w tej pieszej wędrówce. Zazwyczaj jadąc w góry odhaczam na liście przynajmniej jeden niższy, bądź wyższy wierzchołek. Tym razem ze względów rodzicielskich było nieco spokojniej. Musieliśmy znaleźć taką trasę, by dwuślad t.j. wózek naszego malucha łatwo zdał na niej egzamin. Kilka dni temu zatrzymaliśmy się w Zakopanem, a stąd całkiem niedaleko do naprawdę zapierających dech w piersiach dolin, które oferują wiele do zobaczenia, a przy tym nie są nadto fizycznie wymagające.

DOLINA STRĄŻYSKA

Dolina Strążyska ma ok. 3 km długości, a więc spokojnym spacerem cała przeprawa przez nią trwa ok.1, 5 godziny.

Przez dolinę płynie Potok Strążyski tworzący liczne kaskady, a przyznam, że uwielbiam przyglądać się wartko płynącej górskiej wodzie radośnie podskakującej na kamienistych wybojach. It’s so hypnotizing… Jego źródło znajduje się w Małej Dolince, zaraz pod Giewontem. Nad Giewont też udało mi się w życiu dotrzeć – polecam, bo widok stamtąd na zawsze pozostaje nie tyle w pamięci, co w sercu.

Jednym z ciekawszych miejsc Doliny jest Skała Edwarda Jedlinka (1855-1897). Był on czeskim publicystą opowiadającym się za przyjaźnią polsko-czeską. Zgodnie z tym, pisał wiele artykułów do prasy czeskiej właśnie o takiej tematyce. W skale widnieje tablica pamiątkowa na jego cześć, której wbudowanie w 1897 roku zainicjował sam Henryk Sienkiewicz.

DOLINA CHOCHOŁOWSKA

Dolina Chochołowska swoją nazwę zawdzięcza nieopodal leżącej wsi Chochołów. Iść, ciągle iść – tutaj można naprawdę długo zachwycać się górskimi krajobrazami, bo to najdłuższa (10 km) dolina po naszej stronie Tatr. To moje ulubione „niewymagające” miejsce w Tatrach Zachodnich. Cała podróż zaczyna się na Siwej Polanie. Spacerując wzdłuż Potoku Chochołowskiego miniemy Niżną Bramę Chochołowską. Na tym przewężeniu znajdziemy tablicę upamiętniającą wizytę Jana Pawła II w naszych polskich górach. Nieco dalej pojawia się skrzyżowanie z czarnym szlakiem, prowadzącym Ścieżką Pod Reglami i kolejne zwężenie czyli Wyżnia Brama Chochołowska. Po trzecim skrzyżowaniu naszym oczom ukazuje się Polana Chochołowska, na której, co roku fioletowo kwitną krokusy.

Trzy razy w życiu miałam okazję przejść całą Dolinę Chochołowską i niezmiennie ten widok wzbudza we mnie zachwyt. Na samym końcu Polany znajduje się największe schronisko w Tatrach – wielki murowany gmach oferuje ciepły posiłek lub kawę i szarlotkę, dla tych, którzy trafią tu w porze deserowej. Cudowny klimat. Warto usiąść z kubkiem kawy na zewnątrz, by zadumać się przez moment zanim podejmiemy drogę powrotną do hotelu, a potem do codzienności.

Będąc w Zakopanem warto nie zapomnieć o odwiedzeniu słynnych i znanych wszystkim Krupówek, Wielkiej Krokwi, a także niedawno powstałego, bardziej komercyjnego Centrum Handlowego Krupówki 40. Na samej górze znajdziemy kawiarnię i taras widokowy skąd można do woli podziwiać Tatry i Gubałówkę delektując się przy tym pyszną kawą i koncertami na żywo.

Barcelona – miasto moich snów

Barcelona to miasto słońca i nie ze względu na pogodę, ale na jej wiecznie uśmiechniętych mieszkańców. Miałam okazję doświadczyć tejże gościnności w 2015, a potem w 2017 roku.

Najpiękniejsze wspomnienia przywiozłam z La Rambli – to nie tylko najpopularniejsza ulica Barcelony, ale i ulica wielu narodowości tętniąca życiem od rana do wieczora. Ma ok. 1,5 km długości, a przy okazji tak długiego spaceru można wstąpić do jednej z jej licznych restauracji by skosztować słynnej Paelli pachnącej owocami morza czy też kupić pamiątkę, która później przyozdobi dumnie ściany naszego domu i przypomni błogie wakacyjne chwile. Nie oparłam się pokusie zrobienia sobie zdjęcia z odkrywcą Ameryki, bo na środku Placa Portal de la Pau obok Port Vell t.j. Starego Portu znajduje się pomnik Krzysztofa Kolumba i właśnie tutaj rozpoczyna się lub kończy deptak La Rambla. Statua upamiętnia miejsce powrotu Krzysztofa Kolumba z jego pierwszej wyprawy do Indii Zachodnich, a wzniesiona została z okazji Wystawy Światowej w 1888 roku. Będąc w pobliżu La Rambli warto odwiedzić Dzielnicę Gotycką (Barri Gotic), gdzie wybudowano katedrę Św. Eulalii – chrześcijańskiej męczennicy. Świątynia jest imponująca i wprawia w zadumę. Czasami nie zaszkodzi zwolnić i poza wylegiwaniem się na piaszczystej plaży odwiedzić kilka historycznych miejsc.

Zgodnie z tym, będąc w Barcelonie nie można przeoczyć Sagrady Familii – secesyjnego kościoła o statusie bazyliki mniejszej mierzącego 172 m wysokości i będącego urzeczywistnieniem snu projektanta Antoniego Gaudiego. Bazylika ma grono swoich fanów, jak i przeciwników. Jest to budowla nieprzeciętna i wychodząca poza artystyczne ramy. Ma aż 18 wież, a każdy element budowli ma być niepowtarzalny. Moją uwagę przyciągnęła nie tylko sama Sagrada Familia, ale przede wszystkim historia jej autora opowiedziana przez lokalną przewodniczkę. Gaudi był ponoć samotnikiem, a projekt Sagrady był jego życiowym celem przez blisko 40 lat. Nie udało mu się dokończyć swojego dzieła, gdyż w 1926 roku Gaudi wyszedł na ulicę i został potrącony przez tramwaj. Nie zginął wówczas lecz trafił do przytułku będąc uznanym za bezdomnego. Udało się w końcu ustalić kim tak naprawdę jest rzekomy włóczęga, ale było już za późno by coś zmienić, a sam architekt odmówił przeniesienia do lepszego szpitala. Zabawne, iż umarł wśród biednych ludzi mając tak bogatą przeszłość.

Mercat de la Boqueria

Kolejna z atrakcji Barcelony. Targ mający aż 13 631 metrów kwadratowych powierzchni, gdzie można znaleźć dosłownie same smakołyki: od mięsa po słodycze i smoothie, przez bułeczki i żelki… Miałam ochotę spróbować wszystkiego, ale czas mnie gonił, więc w przeciągu 20 minut udało mi się wypić smoothie, kupić parę bułeczek i oczywiście kilka pysznych kwaśnych żelków.

W Barcelonie spędziłam zaledwie dwa dni, dlatego ciągle czuję niedosyt. Jest to miejsce, które można nieprzerwanie odkrywać. Będąc tam odniosłam wrażenie, że to labirynt, którego kręte drogi prowadzą w miejsca, z których nie chce się wychodzić. Barcelona wciąga i myślę, że następnym razem dam się jej wciągnąć przynajmniej na tydzień, bo 48 godzin to za mało, aby poznać jej wszystkie tajemnice. Poza tym, muszę wrócić, bo na placu za Sagradą Familią kupiłam piękną, srebrną obrączkę nieoficjalnie zaręczając się z moim ulubionym miastem snów.